strona główna
moja biografia
fazy rozwojowe
moje pasje
moja rodzinka
prawdziwy mężczyzna
moja foto galeria
moje linki
kontakt






Wykonanie i obsługa:
© Krzysztof Lutowski, 2005

MOJE PASJE ŻYCIOWE




  • Esperanto – moje hobby

    Z językiem międzynarodowym esperanto zetknąłem się po raz pierwszy w Sejnach około 1972 roku, w czasie nauki w tamtejszym LO. Podręcznik do nauki pokazał mi mój kolega Wiesiek Wowak, który zaczął się tego języka uczyć. Kolejny raz “wzięło” mnie kiedy byłem w wojsku, w Lesznie. Powszechnie mówiono wtedy, że drugi rok służby wojskowej jest zmarnowany, bo jedynie powtarza się to czego nauczyło się w pierwszym roku. Przekonany o słuszności tego twierdzenia postanowiłem wynieść z wojska coś więcej niż wspomnienia i barwną chustę. Zapisałem się na korespondencyjny kurs w Warszawie i zacząłem się uczyć. Najczęściej zdarzało się to podczas nocnej służby podoficera dyżurnego, już po ogłoszeniu ciszy nocnej. Dyżurnemu spać nie było wolno, więc czytanie książki było dobrym rozwiązaniem. Tak więc łącząc przyjemne z pożytecznym, wstąpiłem na ścieżkę wyjątkowej przygody intelektualnej. Po zdobyciu świadectwa ukończenia kursu podstawowego, tzw. I stopnia nadal byłem wyizolowanym esperantystą, który – pomijając ćwiczenia w lustrze – żywego esperantysty nie widział. Trwało to około 2 lat, aż do roku 1980, kiedy to przeczytałem na słupie w Lesznie ogłoszenie o naborze do związku esperantystów. Podobnie jak kilkadziesiąt innych osób, pojawiłem się na zebraniu. Szybko zorganizowaliśmy się tworząc Koło Polskiego Związku Esperantystów w Lesznie, któremu przewodniczyła Małgorzata Skorupska (Fortuna). Z racji miejsca, w jakim nas przytulono, przy Klubie Osiedlowym TĘCZA Leszczyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej nazwaliśmy koło ĈIELARKO, co jest esperancką wersją słowa “tęcza”. Działalność esperantystów leszczyńskich była wtedy bardzo energiczna i widoczna. Wiele osób uczestniczyło w kursach językowych, chociaż największa ilość skupiła się głównie na turystyce. Działo się tak, gdyż w pozbawionym wolnego przepływu ludzi i myśli kraju esperanto stało się oknem na świat. Wkrótce okazało się, że przez to okno już wcześniej zaczęli wyglądać mieszkańcy Rawicza i okolic zorganizowani w Klubie KUNLABORO, wokół pani Zofii Maćkowiak. Podobnie było i we Wschowie, gdzie esperantyści zagnieździli się w Domu Kultury. Skupiliśmy więc siły organizacyjne tworząc strukturę na województwo leszczyńskie. Fukcjonowaliśmy tam kilka lat, organizując kursy, spotkania, rajdy i imprezy. Najhuczniej obchodziliśmy kolejne rocznice powstania Klubu PZE “Cielarko”, które przypadały 2 października. Zwykle przyjeżdżali na nie goście z Wrocławia, Poznania, Bydgoszczy i innych ośrodków kraju. Wielu z nas nawiązało ciekawe korespondencje. Dla mnie najciekawsze były z sympatyczną Hiromi Nagase z Japonii, Adasem Vadminasem z Kowna i Brytyjką, która przysłała mi biblię w języku międzynarodowym. Co roku esperantyści całego świata spotykają się na kongresach. W roku 1983 Światowy Kongres Esperantystów odbywał się w Budapeszcie. Korzystając z okazji, że to tak blisko naszego kraju, a więc dojazd był stosunkowo niedrogi, wybrało się tam wielu z nas. Ja pojechałem z żoną Aldoną i liczną grupą wschowian. Wrażeń było wiele, bo to był w końcu mój pierwszy esperancki wypad zagraniczny. Najbardziej owocny był jednak dla koleżanki, która z Budapesztu przywiozła znajomość z Francuzem. W krótkim czasie zaowocowała ona błyskawicznym postępem w nauce esperanta i wyjazdem do Francji, gdzie do tej pory przebywa. Kilka lat później, w 1986 roku znalazłem się w Chicago. Mając wiele wolnego czasu przypomniałem sobie o swoim zainteresowaniu. W książce telefonicznej Chicago wyszukałem hasło ESPERANTO, które doprowadziło mnie do Kenta Jonesa, szefa miejscowej organizacji esperanckiej. Od tego czasu byłem zapraszany na comiesięczne spotkania, za każdym razem w innej restauracji. Poznałem tak kilka ciekawych osób różnych narodowości. Po wyrażeniu zgody na współpracę zaistniałem też w sekcji lingwistycznej Esperanto Society of Chicago. Zmagałem się tam z bardzo trudnym zadaniem, jakim było tłumaczenie statutu tej organizacji z angielskiego na esperanto. W następnych latach, po powrocie do kraju, mimo że utożsamiałem się nadal z esperantystami, wygasiłem swoją aktywność. Stało się tak między innymi dlatego, że środowisko esperanckie w Lesznie, do którego należałem, straciło chęć do aktywności i spotkań. Zaniechałem swoich cośrodowych dyżurów przekazując przewodnictwo klubu ĈIELARKO osobie zamieszkałej w Lesznie. Niestety ta szybko się zniechęciła i działalność w tym miejscu zamarła. W połowie lat 90. nawiązałem kontakty z bardzo aktywnym esperantystą z Siedlca pod Wolsztynem, panem Antonim Beygą, który – chociaż sam mieszka w Wielkopolsce – zorganizował rozproszonych esperantystów lubuskich. Sam wydawał gazetkę i co jakiś czas aranżował doraźne spotkania w Zielonej Górze, czasem uatrakcyjniane wizytami gości zagranicznych. W 1999 roku np. pan Antoni zaprosił na Ziemię Lubuską gości 84 Światowego Kongresu Esperanto w Berlinie. Uczestniczyłem w bardzo ciekawym spotkaniu z nimi w hotelu “Quubus” w Zielonej Górze. W międzyczasie, w 1996 r. doszło do ciekawej imprezy w Lesznie. Leszczyńskie Towarzystwo Kulturalne, które w szczególny sposób pielęgnowało pamięć o pobycie w tym mieście w XVII wieku najsłynniejszego z Braci Czeskich, pedagoga i filozofa Jana Amosa Komeńskiego, dopatrzyło się jego związków z esperantystami. Już wcześniej, na początku lat 1980. zwrócił na to uwagę węgierski esperantysta dr Arpad Ratkai, który w miesięczniku HUNGARA VIVO (nr 1/1982) w artykule pt. “Teoria i teoretyk” sugerował, że być może w końcu XIX wieku tworząc język międzynarodowy Ludwik Zamenhof posłużył się pracami Komeniusza. Dlatego zorganizowano w Lesznie wystawę poświęconą jednocześnie obu tym intelektualistom. Na ten czas, zwerbowani doraźnie przez pracującą w leszczyńskiej kulturze Małgorzatę Fortunę, skrzyknęliśmy się dosyć licznie na wystawie. Od tego czasu prawie nic esperanckiego w Lesznie się nie dzieje, a spotkania esperantystów odbywają się jedynie na pogrzebach. Mieliśmy ich już kilka; Aliny Koski, Tadeusza Chrobaka i Eugeniusza Piaseckiego. Od dziesięciu lat organizowane są wczasy esperanckie w Sławie i okolicach. Ich inicjatorem był pan Antoni Beyga, po nim angażowała się Bożena Pietrzyk, natomiast aktualnie wątek ten kontynuuje Polski Związek Esperantystów Oddział w Zielonej Górze z Andrzejem Kiszkielem na czele. Zwykle staram się dojechać tam chociaż na kilka godzin i przez chwilę posmakować klimatu “zielonych” spotkań. Szczególnie atrakcyjne są rozmowy z obcokrajowcami, gdyż tu, w przeciwieństwie do spotkań Polaków z Polakami, jest sytuacyjny przymus używania języka międzynarodowego. Od dwóch lat moje nazwisko figuruje w Pasporta Servo, które to biuro zajmuje się organizowaniem prywatnej turystyki esperanckiej na zasadzie koleżeńskiej, w domach esperantystów, którzy wcześniej się na to zgodzą. W zeszłym roku nikt się jednak do mnie nie zgłosił. Od około roku współpracuję z esperantystami z Góry, którzy utrzymują bliźniacze kontakty z niemieckim miastem Herzberg am Harz. Oba miasta przy wsparciu swoich burmistrzów; Tadeusza Wrotkowskiego w Górze i Waltera Gerharda w Herzbergu realizują ambitny program współpracy oparty na bazie jezyka esperanto. W ciągu niespełna roku w obu miastach utworzyły się spore grupy zainteresowanych tym projektem. Być może teraz uda się zrealizować to, co w połowie lat dziewięćdziesiątych nie wyszło esperantystom z Rawicza. Ulegając zachętom Petera Johana Krogstie chcieli oni, ale nie umieli, podjąć współpracy z norweskim miastem Hammar. O postępach we współpracy na linii Góra – Herzberg stale jestem informowany poprzez esperanckie forum dyskusyjne na portalu Yahoo.Od kilku lat spotykamy się w Zielonej Górze, w grupie esperantystów lubuskich liczącej kilkanaście osób. Piszemy o tym na stronie; aldand.wix.com/esperancja-lubuska

  • Wszelkie Prawa Zastrzeżone! Design by SZABLONY.maniak.pl.